poniedziałek, 25 stycznia 2010

Sowia torebka

Bardzo spodobała mi się torebka, którą uszyła Bethany. A ponieważ w mojej szafce leżał jeszcze matariał w sówki postanowiłam spróbować tu swoich sił. Środek nieco zmodyfikowałam. Zrobiłam sobie cztery kieszonki (na telefon, długopis, portfel i na drobiazgi), smycz na klucze oraz gumkę do podtrzymywania mojego termicznego kubka na herbatę, który zabieram na spacery z dziećmi. Już miałam tyle wypadków z rozlaną w torebce herbatą, że to rozwiązanie uważałam za absolutną konieczność.
Poza tym zmodyfikowałam pasek. Zrobiłam go z dwóch części, które można związać na dowolnej długości. Jestem mamą chustową i noszę torebkę na różne sposoby, w zależności od tego czy chłopcy wędrują sami, czy też któregoś z nich niosę w chuście. Nie mogłam zrobić zwykłego regulowanego paska, bo nie mam potrzebnych akcesoriów, a w domu uwięziło nas przeziębienie :)
Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego.

czwartek, 21 stycznia 2010

Piękne szmatki od Robina :)

Jakie cudeńka wczoraj do mnie przyfrunęły! O ile nie lubię dekatyzowania, tak wczoraj dzielnie cztery godziny gotowałam wodę, mieszałam, płukałam, sprawdzałam... A dziś już wszystkie pięknie gotowe do pracy :) I dylematy, od czego zacząć, co uszyć... W związku z dylematami... maszyna ma jak na razie wolne. "Osiołkowi w żłoby dano".

wtorek, 19 stycznia 2010

Samochodowa mata

Nie dziwi fakt, że moi chłopcy są fanami motoryzacji. Ju ma nawet kolekcję motocykli, którymi bawi się wyłącznie wtedy, gdy młodszy Ja śpi.
Niedawno stworzyliśmy ulice z papieru toaletowego. Zabawa była przednia, ale asfalt wyjątkowo kiepkiej jakości. Dlatego też powstała taka oto mata.



poniedziałek, 18 stycznia 2010

Urodzinowe cukierki :)


Takie piękne tkaniny czekają na szczęściarza w sklepie Jednoiglec :)

niedziela, 17 stycznia 2010

Sowie ubranko dla aparatu ;)

Kilka miesięcy temu zgubiliśmy etui do aparatu. Wymyśliłam sobie, że nie kupię nowego, a uszyję. Niestety jakoś nie mogłam się do tego zabrać. Aż do momentu, gdy trafiłam na bloga Katrin i jej tutorial.
Tego samego dnia usiadłam i powstało takie oto sowie etui:
Proszę wybaczyć brak zdjęć z aparatem, ale nawet z użyciem samowyzwalacza aparat nie może być modelem sam dla siebie :)

czwartek, 14 stycznia 2010

Candy u Almirani

Spróbuję swojego szczęścia w pierwszym w życiu candy :) Almirani przygotowała walentynkowo-tildowe cukiereczki. I to jakie!!!


Ja dziś nie próżnowałam. Upiększyłam sobie kalendarz :) Nie pamiętam niestety czyja praca zainspirowała do tego :( Ale od razu postanowiłam poszaleć. Przecież zwykły biurowy kaledarz nie musi być nudny. Oto efekt:

wtorek, 12 stycznia 2010

Noworocznie :)

Nowy rok rozpoczęłam pracowicie. Nie narzekam, wręcz nie mogłam się doczekać powrotu do domu, do szycia. Powód był bardzo świąteczny i prezentowy. Zaczęło się od tego, że 23.12, w dzień naszego wyjazdu w rodzinne strony, znalazłam pod choinką wielką paczkę - niespodziankę. Zaskoczenie było ogromne, potem wzruszenie, bo w paczce kryła się wspaniała maszyna do szycia. Taka, o której można sobie zaledwie marzyć. Ale może właśnie to ona jest dowodem na to, że nawet nierealne marzenia się spełniają?
Uruchomiłam ją na małą chwilkę, by sprawdzić, czy działa i narobić sobie wielkiego apetytu na szycie. Do torby mogłam zapakować tylko instrukcję.
Dzień później już pod wigilijną choinką znalazłam wspaniałą książkę z tildowymi wykrojami. I to kolejne piękne zaskoczenie. Jestem więc poświątecznie rozpieszczona. Przez męża i "o.m.c." szwagra (czyt. o mało co), który to wylosował mnie w naszym rodzinnym losowaniu i trafił z prezentem w 10!
Niech to będzie usprawiedliwieniem dla mojej nieobecności, bo jak tylko wróciłam do domu to szyłam, szyłam i szyłam.

Oto co powstało:
Tildowa anielica. Pozwolę sobie zwrócić uwagę na ścieg przy spódnicy - tak potrafi moja nowa maszyna zwana przeze mnie pieszczotliwie Etienne* ;)


Potem szybciutko uszyłam koszyczek-pudełeczko. Początkowo nie wiedziałam co z nim zrobić, ale szybko znalazłam dla niego zastosowanie - niech cieszy moje oko pięknymi szmatkami :)


Stworzyłam także swoją pierwszą patchworkową poduszkę. Patchwork podoba mi się od dawna. Próbowałam i uszyłam już kilka bloków patchworkowych, ale ta poduszka to pierwszy dokończony produkt. Chyba jestem z niej zadowolona. "Chyba", bo mam lekkie wątpliwości, czy ktokolwiek, na takiej pstrokatej plamie zaśnie ;)



Tył poduszki (na zakładkę) ozdobiłam kocim ściegiem - moja maszyna naprawdę tak potrafi!!!



* Najlepszy z mężów zachował pełen profesjonalizm przy tym konspiracyjnym zakupie. Ponieważ znam i korzystałam, ze sklepu "Eti", w którym postanowił kupić maszynę, zapisał sobie ich telefon pod nazwą "Etienne Menoja" (Menoja czytane od tyłu to nazwa maszyny Janome), tak abym się niczego nie domyśliła. Tylko czy pomyślał jak zareaguje żona, gdy do najlepszego z mężów zadzwoni niejaka Etienne i on zacznie się pokrętnie żonie z tego telefonu tłumaczyć???