wtorek, 12 stycznia 2010

Noworocznie :)

Nowy rok rozpoczęłam pracowicie. Nie narzekam, wręcz nie mogłam się doczekać powrotu do domu, do szycia. Powód był bardzo świąteczny i prezentowy. Zaczęło się od tego, że 23.12, w dzień naszego wyjazdu w rodzinne strony, znalazłam pod choinką wielką paczkę - niespodziankę. Zaskoczenie było ogromne, potem wzruszenie, bo w paczce kryła się wspaniała maszyna do szycia. Taka, o której można sobie zaledwie marzyć. Ale może właśnie to ona jest dowodem na to, że nawet nierealne marzenia się spełniają?
Uruchomiłam ją na małą chwilkę, by sprawdzić, czy działa i narobić sobie wielkiego apetytu na szycie. Do torby mogłam zapakować tylko instrukcję.
Dzień później już pod wigilijną choinką znalazłam wspaniałą książkę z tildowymi wykrojami. I to kolejne piękne zaskoczenie. Jestem więc poświątecznie rozpieszczona. Przez męża i "o.m.c." szwagra (czyt. o mało co), który to wylosował mnie w naszym rodzinnym losowaniu i trafił z prezentem w 10!
Niech to będzie usprawiedliwieniem dla mojej nieobecności, bo jak tylko wróciłam do domu to szyłam, szyłam i szyłam.

Oto co powstało:
Tildowa anielica. Pozwolę sobie zwrócić uwagę na ścieg przy spódnicy - tak potrafi moja nowa maszyna zwana przeze mnie pieszczotliwie Etienne* ;)


Potem szybciutko uszyłam koszyczek-pudełeczko. Początkowo nie wiedziałam co z nim zrobić, ale szybko znalazłam dla niego zastosowanie - niech cieszy moje oko pięknymi szmatkami :)


Stworzyłam także swoją pierwszą patchworkową poduszkę. Patchwork podoba mi się od dawna. Próbowałam i uszyłam już kilka bloków patchworkowych, ale ta poduszka to pierwszy dokończony produkt. Chyba jestem z niej zadowolona. "Chyba", bo mam lekkie wątpliwości, czy ktokolwiek, na takiej pstrokatej plamie zaśnie ;)



Tył poduszki (na zakładkę) ozdobiłam kocim ściegiem - moja maszyna naprawdę tak potrafi!!!



* Najlepszy z mężów zachował pełen profesjonalizm przy tym konspiracyjnym zakupie. Ponieważ znam i korzystałam, ze sklepu "Eti", w którym postanowił kupić maszynę, zapisał sobie ich telefon pod nazwą "Etienne Menoja" (Menoja czytane od tyłu to nazwa maszyny Janome), tak abym się niczego nie domyśliła. Tylko czy pomyślał jak zareaguje żona, gdy do najlepszego z mężów zadzwoni niejaka Etienne i on zacznie się pokrętnie żonie z tego telefonu tłumaczyć???

2 komentarze:

  1. Śliczności. Ach i zazdroszczę maszyny - też bym chciała nową, ale się nie zanosi, buuuu.... A takie śliczne kotki u Ciebie widzę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie czytam hisoriĘ maszyny i zagladam do Ciebie i..
    ten koci ścieg WYMIĘĘĘKAM!!!!
    POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń